Być jak dziecko z Bullerbyn
Każdy z nas pewnie czytał „Dzieci z Bullerbyn”. Czy podobnie jak ja zauważyliście, że bohaterowie tej książki nigdy się nie nudzą? Nie mają komputerów, tabletów, smartfonów, bogatego wachlarza zajęć dodatkowych. Nie ma tam nawet telewizora! Dzieci z Bullerbyn mają za to mnóstwo obowiązków w gospodarstwie. Nie chcę wychodzić na defetystkę, która tylko narzeka na współczesną młodzież, jednak ze swojego dzieciństwa też nie pamiętam momentów jakiejś przytłaczającej nudy. Pamiętam jednak książki, szachy, tysiące gier i zabaw z kolegami. To w czym problem?
Zamiast lekcji świat gier
Jesteśmy świadkami zanikania zabaw podwórkowych. W dużych miastach nie widać już małych urwisów bawiących się na trzepakach, w podchody czy grających w piłkę. Po części to wynik zmian demograficznych – w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Mimo to jeśli cudem kilkoro z nich zgromadzi się w jakimś miejscu, okazuje się, że potrafią zaimprowizować ciekawe zabawy. Chyba że któreś z nich ma smartfona. Wtedy go okrążają i obserwują, jak gra, lub biernie oglądają filmy.
To, niestety, nasza wina. Zmęczeni, zdajemy się na tę elektroniczną nianię. Dajemy dzieciom smartfona czy laptopa i problem nudy pozornie znika. Dziecko w skupieniu śledzi akcję na ekranie, a my mamy święty spokój. Chyba że zerwie Internet albo sprzęt przypadkiem roztrzaska się o podłogę. Wtedy powraca nie tylko nuda. Dziecko wpada w nieutuloną rozpacz lub wściekłość, pozbawione ukochanej rozrywki. Postronnemu obserwatorowi może to przypominać zachowania narkomana, który właśnie dowiedział się, że nie dostanie kolejnej dawki narkotyku.
Na ile to realny problem? Posłużę się przykładem Krzysia. Chłopiec ma 13 lat i jest zagrożony z wielu przedmiotów. Choć w czasie pandemii szkoła sprawnie zorganizowała lekcje online, Krzyś nie wziął udziału w większości z nich. Kiedy rząd powoli luzuje obostrzenia, rodzice chłopca wracają do pracy. Zostawiają synowi laptopa, by mógł odrabiać lekcje. Krzyś jednak, pozbawiony kontroli rodziców, bez przerwy gra. W Sieci spędza po dziewięć godzin dziennie. Dziś potrzebuje pomocy terapeutycznej, wykazuje wszelkie objawy uzależnienia.
Elektroniczny detoks
Oczywiście nie każde dziecko skończy jak Krzyś. Ostatnie miesiące zaowocowały jednak nadmierną inwazją ekranów w ich życie. Dzieci są przebodźcowane i coraz bardziej znudzone. Pewne rzeczy – nawet swobodniejszy niż zwykle dostęp do elektroniki – przestały być dla nich wielką atrakcją. Pojawiły się za to bóle głowy i oczu, problemy ze snem (np. trudności w zasypianiu, sen płytki, częste budzenie się w nocy, chronicznie niedospanie). Wszystko to efekt zamknięcia w domu, małej ilości ruchu i właśnie zbyt częstej ekspozycji na elektronikę. Ta ostatnia obniża też zdolność do zabawy i cieszenia się pozaelektronicznymi przyjemnościami życia. Dlatego wielu dzieciom i nastolatkom po zakończeniu roku szkolnego przyda się detoks elektroniczny – całkowite odcięcie od ekranów, które zapewni układowi nerwowemu i hormonalnemu powrót do równowagi. To duże przedsięwzięcie wymagające starannego zaplanowania i wsparcia (program detoksu elektronicznego jest dostępny od lipca 2020 r. na stronie rodzice.co).
Bezekranowa godzina
Są jednak rzeczy, które możemy zrobić od ręki. Przede wszystkim warto wprowadzić zasadę, by ostatnia godzina przez snem była bezekranowa. Już wprowadzenie tej zasady powinno pomóc w uzyskaniu lepszej jakości snu. Jak zagospodarować ten czas? Może być to np. czas czytania książek, rodzinnego opowiadania historii, bajek. Może to też być czas słuchania muzyki (byle spokojnej), wspólnej gry planszowej.
Warto także wprowadzać bezekranowe godziny w ciągu dnia. Potrzebujemy czasu lekkiej bezczynności, marzycielstwa, i to najlepiej na dworze, beztroskiego wylegiwania się na kocyku lub w hamaku. A może wynudzone dziecko zacznie samo improwizować zabawę z pomocą kałuż i patyków? Liczne badania pokazują, że dzieci potrzebują nieustrukturyzowanego czasu dla prawidłowego rozwoju.
Sposoby na nudziarza
Problem, który może się pojawić, to nasilenie marudnego komunikatu: „Nudzi mi się”. Kilka pomysłów, jak sobie z tym poradzić, pochodzi z książki dr. Raya Guarendiego „Dyscyplina na całe życie”. Pierwsza możliwa odpowiedź na „Nudzi mi się” to obdarowanie dziecka zdziwionym spojrzeniem i zapytanie: „Jak to możliwe?” oraz spokojne zajęcie się własnymi sprawami. „Z czasem – gdzieś pomiędzy dniem jutrzejszym a ich kolacją przedślubną – twoje dzieci zrozumieją, że «Nudzi mi się» nie zachęci mamy do działania” – zgrabnie podsumowuje Guarendi.
Drugi sposób to ostrzeżenie dziecka, że narzekanie na nudę automatycznie prowadzi do napisania dwustronicowego wypracowania na temat przyjemności życia. W innej wersji dziecko dostaje zadanie: znaleźć dziesięć unikatowych synonimów słowa „działanie” i użyć ich w dziesięciu pełnych zdaniach.
Jednak, jak sam Guarendi przyznaje, ulubionym narzędziem autora jest stworzenie słoika „domowych prac nudziarza”. Za każdym razem, gdy dziecko narzeka na nudę, losuje kartkę ze słoika, w którym są zgromadzone różne drobne prace domowe. Uczymy w ten sposób dziecko, że narzekanie na nudę będzie traktowane jako prośba o wymyślenie mu zajęcia (nie rozrywki). Zarówno ze „słoika nudziarza”, jak i z groźby pisania wypracowania należy korzystać.
Walka z nudą niekoniecznie musi oznaczać zapewnienie dziecku rozrywki, a może konstruktywnego, pożytecznego dla całej rodziny zajęcia.
Bogna Białecka, psycholog